Lipiec, urlop, i ta cisza w pracy która najbardziej boli
5 lipca, cała firma na urlopach, zostałeś tylko ty i klimatyzacja, która chrypi jak dziadek na grillu. Szef napisał 'miłej pracy, ja jadę nad wodę' i wyłączył się jak Windows XP. Otwierasz Excela, patrzysz w niego jak w studnię, studnia patrzy w ciebie. Koledzy wrzucają stories z basenu, ty wrzucasz kubek do zmywarki, bo to jedyne osiągnięcie dnia. Wieczorem liczysz, że do twojego urlopu zostało 47 dni roboczych, czyli mniej więcej tyle, ile jeszcze wytrzyma twoja wola życia. Pocieszające jest tylko jedno – oni też wrócą opaleni i zmęczeni, a ty będziesz świeży jak człowiek, który nigdy nie żył.
