Lipiec, czyli miesiąc w którym firma umiera powoli
Jest 3 lipca, temperatura w biurze 31 stopni, klimatyzacja zepsuta od czerwca bo "zgłoszenie w trakcie realizacji". Połowa zespołu na urlopie, druga połowa udaje że pracuje, żeby nie było widać że tamta połowa niepotrzebna. Szef pyta na Teamsach czy jest postęp w projekcie, którego kickoff miał być po wakacjach - czyli nigdy, bo po wakacjach zawsze są kolejne wakacje kogoś innego. Klient czeka na odpowiedź od tygodnia, ale on też jest na Mazurach, więc nikt się nie spieszy, wszyscy udają craft dead season. W kalendarzu masz spotkanie "status update", które trwa 45 minut i kończy się wnioskiem że spotkamy się za tydzień. Wracasz do domu, w mieszkaniu też 31 stopni, bo wiatrak zdechł jak twoja motywacja w maju. Otwierasz lodówkę żeby ochłonąć i uświadamiasz sobie, że urlop masz zaplanowany dopiero na wrzesień, kiedy wszyscy inni już wrócą i znowu będzie trzeba pracować.

Komentarze